wtorek, 30 grudnia 2014

Noworoczne życzenia.

Święta minęły tak szybko, jak przyszły. Zapewne za rok również będę się zastanawiać, kiedy to wszystko zleciało. Niby 365 dni, a zlatuje nie wiadomo kiedy.

Niestety, w tym roku magii świąt nie czułam. Może dopiero siedząc przy stole wigilijnym oraz patrząc na rozradowaną Oliwkę rozpakowującą prezenty, to ta mała świąteczna iskierka przeleciała mi przed oczami. Jednak ciężko jest w ciągu jednego wieczoru zapomnieć tylu przykrości i problemów, których doświadczyło się w minionym roku. A rok ten był zdecydowanie najsmutniejszym i najbardziej bolesnym w całym moim życiu. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję na to, że rok następny będzie chociaż troszkę lepszy, i że nie dojdzie do ponownego popełnienia błędów, które przyniosły tak wiele bólu.

Również i Wam życzę na Nowy Rok, by ten kolejny był dla Was lepszy i łaskawszy, by było mniej łez, a więcej śmiechu i radości. A jeśli taki rok właśnie Wam się przytrafił, to życzę Wam, by kolejny w niczym się nie zmieniał i równie podarował Wam wiele szczęścia.






Sukienka - Mavio - moda dla dzieci i mam
Rajstopki - Allegro ;)
Buty - H&M
Spinka - Momilio

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Moja córka buntowniczka.

Ostatnimi czasy Oliwia przechodzi bunt. To, co kiedyś nazwałam buntem, nijak ma się do tego, jak wygląda on dzisiaj. Z utęsknieniem czekam na czasy, kiedy znów słowo „nie” najczęściej będzie padało z naszych ust, a nie jej.

Niemalże na każdym kroku Oliwia stara się pokazać nam, że to ona ma władzę i jej się należy słuchać. W momencie, kiedy stanowczo czegoś jej się zabroni, wybucha aktorsko wypracowanym płaczem i wyciem. Kiedy jej się ulegnie, jej twarz automatycznie przeistacza się w minę słodkiego cukiereczka.

Staram się nie ulegać, jednak nie zawsze to wychodzi. Czasem mam wyrzuty sumienia, że znów jej czegoś zabroniłam. Czasem mam zwyczajnie dość jej rozhisteryzowanego zachowania i dla świętego spokoju zrobię, co ona chce. Jednak zazwyczaj jestem twarda i nie ulegam. Być może za jakiś czas zapuka do mnie policja, bo zdezorientowani sąsiedzi będą sądzić, że dziecku dzieje się krzywda (sama pewnie bym tak myślała, gdyby dziecko tak często płakało). Być może ludzie będą na mnie złowrogo patrzeć i komentować, jaka to ze mnie okropna matka, skoro tak ciężko spełnić mi zachciankę dziecka. Ale ja nie dam sobie wejść na głowę. Oliwia musi wiedzieć, że jak rodzice mówią „nie” bądź „nie wolno”, to należy tego posłuchać.

Moja słodka dziewczynka, o jasno niebieskich oczach i blond lokach, która wywołuje zachwyt wśród ludzi, bo jak anioł wygląda, w rzeczywistości ma złośliwy, diabelski charakter. A ja, jako matka, codziennie się zastanawiam, po kim ona tak ma i jak do niej dotrzeć, by nie osiwieć przedwcześnie.







Kurtka, rękawiczki - Pepco
Czapka, komin, buty - Allegro :)
Spodnie - C&A


czwartek, 4 grudnia 2014

Liebster Blog Award cz. III

Z przyjemnością przyjmuję na klatę kolejne wyzwanie, które otrzymałam od Świat Dokonałka. Tak tak, mowa o Liebster Blog Award! To już moja trzecia nominacja, za co bardzo dziękuję. :)

Małe przypomnienie, na czym zabawa polega: Wyróżnienie Liebster Blog Award  jest przekazywane przez nominowanego kolejnym 11 blogerkom lub blogerom jako uznanie za” dobrze wykonaną robotę”.  Celowo przyznawane jest “mniejszym” blogom o mniejszej liczbie zaglądających i obserwujących lub takich, które działają od niedawna – tak, by też miały szansę na zaistnienie w blogowej społeczności.  Osoba wyróżniona odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę , która blog nominowała do wyróżnienia, a następnie również wyróżnia 11 blogów informując o tym w podziękowaniu za  wyróżnienie  i  jednocześnie zadając swoje 11 pytań do nominowanych. Nie można nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie.

Zatem biorę się do roboty:

1. Impreza, domówka, czy gra w karty z przyjacielem w zaciszu domowego ogniska?
Lubię i huczne imprezy i cichą zabawę z przyjacielem w domu. :)
2. Twoja wymarzona praca to...
Na chwilę obecną nie mam wymarzonej pracy dla siebie. Wiem, że chciałabym pomagać. Kiedyś pragnęłam być lekarzem, dziś może posada w jakiejś organizacji pomagającej potrzebującym.
3. Człowiek, którego podziwiam...
To każdy człowiek, który potrafi przezwyciężyć własne słabości i przeciwności losu, by móc się realizować i spełniać marzenia.
4. Co jest dla Ciebie najtrudniejsze w prowadzeniu bloga?
Czasem brak mi weny, by napisać nowy post. A oprócz tego grafikę i układ bloga by się przydało zmienić, ale w tych tematach jestem kompletnie łysa.
5. Co czułaś kiedy pojawiły się "dwie kreski"?
Strach. Miałam 19 lat, nie dojrzałam do bycia matką.
6. Co przyjemnego zrobiłaś ostatnio dla siebie?
W zeszłym miesiącu znów zaczęłam chodzić na fitness. :) 
7. Najgorszy prezent na Święta/urodziny, który dostałam to...
Czerwony, babciny sweter. Dziś cieszy mnie każdy prezent, jednak ciężko było mi na niego patrzeć mając 16 lat.
8. Ile dzieci planujesz?
Zawsze marzyłam o 3. Czy się spełni, zobaczymy. :)
9.  Twoja ukochana bajka z dzieciństwa to...
Smerfy i Gumisie. :)
10. Pomysł na śniadanie dla dziecka?
Mamy niejadka w domu. Do tego alergika. Aktualnie na śniadanie dziecko akceptuje tylko kaszkę bezmleczną.
11. Obcasy czy adidasy?
Zależy. Pewniej i wygodniej czuję się w adidasach, w nich każda gonitwa za Oliwią mi nie straszna. W obcasach za to czuję się bardziej atrakcyjna, jednak nie potrafię w nich tak pięknie chodzić, jak wyglądam. :p

Oto moje nominacje:

1. 
http://szafapoli.blog.pl

Wiem,  powinno być 11 nominacji. Jednak więcej blogów już nie czytam, a resztę nominowałam w poprzednich edycjach.

Przypominam, że n
ominowanie w żaden sposób nikogo do niczego nie zobowiązuje. Jeżeli jednak macie czas i ochotę na to, by się pobawić, zapraszam. :)

Oto moje pytania:
1. 
Jaki film, warty polecenia, ostatnio oglądałaś?
2. Twój ulubiony kolor?
3. W ramach tego, iż niedługo święta: jaką potrawę wigilijną lubisz najbardziej?
4. Piosenka, do której masz ogromny sentyment?
5. Jaka jest Twoja największa zaleta?
6. Ulubiona bajka Twojego dziecka?
7. Czym Twoje dziecko najchętniej się bawi?
8. Twój największy błąd rodzicielski?
9. W wychowaniu dziecka kierujesz się impulsem, czy poradnikami/radami innych?
10. Dzień rozpoczynasz od…?
11. Jak najchętniej spędzasz wolne chwile?








Tunika - Pepco
Legginsy - H&M
Kapcie - 
Fiorino Mother & Child Accessories
Spinka - Momilio

piątek, 14 listopada 2014

Czego nauczyło mnie macierzyństwo.

Każda kobieta, będąc już w ciąży, zdaje sobie sprawę z tego, iż jej życie po porodzie diametralnie się zmieni. Zastanawia się, czy podoła zadaniu, czy będzie dobrą matką oraz czy będzie na tyle zorganizowana, by pogodzić macierzyństwo z innymi obowiązkami czy też przyjemnościami.
Ja dziś mogę rzec śmiało – umiem pogodzić więcej rzeczy będąc matką, niż przed moją przygodą z macierzyństwem. Bycie matką nauczyło mnie doskonale organizować sobie czas, a także robić kilka rzeczy na raz przy małym dziecku. Potrafię również:
- dużo mniej spać, a podczas nocnych/porannych pobudek nie trzeba mnie siłą ściągać z łóżka :p
- spać calutką noc w jednej pozycji na skraju łóżka, bo dziecko rozłożyło się w poprzek i ani myśli się przesunąć
- jednocześnie odkurzać, myć gary, gotować, ścierać kurze itp., jednocześnie zajmując się biegającym wkoło dzieckiem
- choć nie zawsze mi się to udaje, to umiem ze stoickim spokojem oznajmić dziecku, że „nie rysujemy kredkami po ścianach”, „nie liżemy okien”, „nie wchodzimy pod dywan”, „nie rozrzucamy bielizny mamy po całym pokoju” itp.
- oglądać bajki dla dzieci, wcale się przy tym nie nudząc
- biec niczym maratończyk za dzieckiem, gdy widzę, że biegnie np. w stronę ulicy
- wymyślać kreatywne zabawy, nie mając pod ręką żadnych zabawek (kto by pomyślał, że przerzucanie orzechów z jednego słoika do drugiego może być tak ciekawe?)
- bronić dziecka niczym lwica przed wszelkim złem tego świata

Takich rzeczy jest znacznie więcej, przede wszystkim jednak, bycie matką nauczyło mnie bezgranicznej miłości do dziecka. Nauczyło mnie cieszyć się małymi, kiedyś całkiem niezauważalnymi dla mnie rzeczami. Dziś wiem, że to nie tylko ja jestem nauczycielem uczącym swoje dziecko bycia dobrym człowiekiem, ale także uczniem w rękach mego dziecka, które uczy mnie chwytania chwil ulotnych i cieszenia się z każdego wspólnie spędzonego czasu. Są to bez wątpienia bardzo ważne dla mnie lekcje, które mam nadzieję, pozostaną mi w pamięci na zawsze.















Kurtka - Zara
Spodnie, buty - H&M
Czapka, komin - Allegro :)

piątek, 31 października 2014

Kilka słów o tym, jaka jest Oliwia.

Ciężko ująć, jakim dzieckiem jest Oliwia. Bez wątpienia, nie jest dzieckiem spokojnym, z którym da się na spacer wyjść bez ciągłej bieganiny, bądź też zostawić chwilę bez opieki. Tak jak obserwuję różne dzieci na placach zabaw, które poniekąd znam, bo widuję je codziennie i widzę jak w skupieniu potrafią podziwiać otaczający je świat, zatrzymać się, by móc się nad czymś zastanowić, uśmiechnąć do mamy czy usiąść i w czymś babrać, tak moja Oliwia jest w ciągłym ruchu. I bynajmniej nie chodzi mi tu o ciągłe chodzenie. Mi chodzi o ciągłe bieganie. Oprócz tego perfidnie mi ucieka, kiedy każę jej się zatrzymać, co wiąże się z ogromnym niebezpieczeństwem, bo często biegnie w stronę ulicy, schodów i in., nie zważając na to, jaka krzywda może się jej stać.  Staram się jej tłumaczyć, najbardziej łopatologicznie jak się da. Nie dociera. Czasem krzyknę – nie dociera.

W mieszkaniu czy domu dziadków to samo – wszędzie musi wejść, w najmniejszą szczelinę, ale to taką, że wyjść ciężko i dochodzi do płaczu. Wspiąć się musi wszędzie – siatka ogradzająca podwórko do sąsiadów, drabina, stół… Przy takim dziecku nie trudno o wypadek. Ostatnio spadła ze swojego stolika, rozcinając sobie przy tym język po całej szerokości. Przerażenie jej i nasze było ogromne, krew i łzy płynęły bez końca. Przez kilka dni Oliwia miała problemy z jedzeniem, mogła jeść tylko płynne pokarmy… Takich wypadków, mniej lub bardziej groźnych jest więcej. Czy uczy się na błędach? Nie! I to mnie przeraża!

By tego było mało, często krzyczy i piszczy – to jest jej sposób na porozumiewanie się ze światem. Czasem sama przy tym zatyka sobie uszy, podczas kiedy we mnie wszystko pulsuje. Kiedy z kimś rozmawia, oczywiście w swoim, niezrozumiałym dla nas języku, to papla niczym baba na targu. Bo przecież najmniejsza równa się najgłośniejsza.

Często śmieję się, że jest to słoń w składzie porcelany. Kiedy układamy wieżę z klocków, wystarczy, że się lekko odkręci, by coś sięgnąć i już dupskiem potrąca powstającą wieżę. Z delikatnością i wyczuciem u niej również ciężko. Co dzień rano budzi mnie, skacząc mi po brzuchu, czasem wchodząc na głowę. Frajdę ma nieziemską. Będzie skakać dotąd, aż nie zwlekę się obolała z łóżka. Buziak? Tak, czasem dostaję, tak mocnego, że zastanawiam się, czy ją szczęka czasem nie boli od tej miłości. Delikatna jest również przy zabawie w pokazywanie części ciała – oczy lepiej mieć cały czas zamknięte, by w euforii ich nam nie wydłubała.

Z powyższego opisu wychodzi na to, że moje Oliwia to dziecko z piekła rodem. Ze to mała terrorystka, która potrafi nieźle dać w kość. Natura jednak obdarzyła ją także w cechy, które chwytają mnie  mocno za serce.

Jest niesamowicie wrażliwa na krzywdę innych. Przykładowo, kiedy podczas oglądania bajek z misiami (tak, czasem misie siedzą koło niej na łóżku i razem z nią oglądają telewizję), jeden z nich spadnie z łóżka bądź przewróci się, Oliwa wpada w rozpacz i wielki lament. Takiego misia trzeba jej natychmiast podać, by mogła go przytulić i wycałować po wszelkie czasy (dlaczego mnie nie spotkał nigdy taki zaszczyt?). Misie na placu zabaw również muszą zjechać ze zjeżdżalni i bawić się w piaskownicy. Nie mogą stać z boku, bo byłoby im przykro, że nie mogą bawić się z Oliwką.

Idąc dalej, nie mogę wyjść z podziwu, jak zwykłe, drobne rzeczy potrafią ją uszczęśliwić. Wystarczy pozwolić jej samej rozbić jajko na naleśniki bądź nacisnąć guzik w pralce i na twarzy pojawia się szczery uśmiech, który potrafi rozpogodzić najbardziej pochmurny dzień. Nie potrzebuje drogich, często zbędnych gadżetów, by być szczęśliwa. Wystarczy, że pójdziemy nad rzekę nakarmić kaczki, by pojawił się banan na jej twarzy.

Takie drobne czynności, które powodują radość u niej sprawiają, że zapominam o tym, jak przed chwilą zanosiła się płaczem, turlając się po podłodze, bo nie mogła wyjść z domu w różowych kapciach w pieski, kiedy na dworzu panowała minusowa temperatura. Piękne są również chwile, kiedy mocno mnie przytula i długo nie puszcza. Wiem wtedy, jak ważna dla niej jestem, jak ona mnie potrzebuje. Jak potrzebuje mojej bliskości i ciepła bijącego prosto z serca. Bo mimo tego, iż czasem mam ochotę wyjść i długo nie wracać, to takie momenty są warte poświęcenia. 











Bluzka - H&M
Spodnie - Gapula
Opaska - Momilio
Kapcie - Zazzu



piątek, 26 września 2014

To już 2 latka!

Pamiętam jak dziś – dzień 18 września 2012 roku, w którym urodziłam Oliwię. Długo czekałam, aż w końcu zechce wyjść na świat – w końcu po dwóch tygodniach od terminu, dzięki pomocy lekarzy, po wielu nieprzyjemnych zabiegach i oxytocynie, poczułam skurcze. Była 2 w nocy. Choć początkowo były małe i niemalże bezbolesne, widziałam, że już niedługo ją przywitam. Około godziny 7 lekarz z zadowoleniem stwierdził – „Pani rodzi!”. Słowa te wywołały u mnie niesamowitą radość, a pakując torbę miałam nieustannie banana na ustach. W końcu mogłam opuścić oddział patologii ciąży i iść na porodówkę, by przywitać moją kruszynkę. Nie bałam się. Wręcz nie mogłam się doczekać, by ją zobaczyć, przytulić… Byłam pewna, że za godzinę, góra dwie, będę ją miała przy sobie.

Oliwia jednak miała inne plany. Było jej w moim brzuchu tak dobrze, że postanowiła zbytnio się nie spieszyć. Skurcze z godziny na godzinę były coraz większe, a mi kazano chodzić po pokoju z podłączoną oxytocyną. Narzeczony cały czas przy mnie był, a mój chód kaczki ze stojakiem z kroplówką niesamowicie go śmieszył. ;) Pewnie sama pękałabym ze śmiechu, gdybym siebie widziała. ;) Po jakimś czasie jednak skurcze były już tak mocne, że położyłam się i poprosiłam o znieczulenie. Anestezjolog przyszedł i zaczął wkłuwać mi się w plecy. Nie było to przyjemne. Nagle,  kiedy szukał igłą odpowiedniego nerwu, do pokoju wpadła pielęgniarka mówiąc, że anestezjolog jest jak najszybciej potrzebny do cesarskiego cięcia. Musiał wyjąć strzykawę i wyjść do innej pacjentki.  Zrozumiałam. Tam chodziło o życie jeszcze nienarodzonego dziecka, może jego mamy, dlatego nie byłam w żadnym stopniu zła za podjętą decyzję.

Około godziny później, anestezjolog zawitał do mnie z powrotem. Po zbadaniu mnie przez położną okazało się, że mogę jeszcze dostać znieczulenie. Znów to nieprzyjemne uczucie wkłuwania się w plecy i za jakiś czas skurcze przestały być odczuwalne. Za to znieczulenie spowodowało ogólne swędzenie na całym ciele i spadek tętna u dziecka, dlatego też położna dała mi maskę tlenową i tętno wróciło do normy, a ja dalej mogłam spokojnie się drapać. :D

Nagle czas zaczął biec mi nieubłaganie szybko, a może to Oliwii nagle zaczęło się nudzić w środku, bo poczułam, że dosłownie zaraz będzie ostatni etap porodu. Paweł zawołał położną i od tej pory był już poza salą. Wolałam, by nie widział mnie w takim stanie. Kiedy położna przyszła, od razu odeszły mi wody i zaczęła się akcja porodowa. Trwała 20 minut. O 18.20 Oliwia była już na świecie i leżała na moim brzuchu. Ważyła 3,750kg i mierzyła 57cm. Całe 9 miesięcy (i pół ;)) rosła we mnie, by od tego dnia nadać całkiem nowy sens mojemu życiu.

Kilka dni temu, 18 września, Oliwia skończyła 2 latka. Co dzień widzę, jak się zmienia, jak nabywa nowe umiejętności. Jak stara się mnie naśladować, ale również stanowczo wrażać swoje zdanie. Chcę łapać każdy dzień, każdą chwilę, każdy jej sukces. By nie żałować kiedyś, że nie poświęciłam jej wystarczająco uwagi. Pragnę jej poświęcić jeszcze więcej czasu, bo gryzą mnie potworne wyrzuty sumienia, że przez moje studia, ciągłą naukę i pisanie pracy dyplomowej ją zaniedbałam. Dlatego też robię sobie przerwę, by móc całkowicie poświęcić się macierzyństwu. Chcę, by była szczęśliwa, i zrobię wszystko, by cel ten osiągnąć.













Bluzka, spódniczka, spinka - Mavio - moda dla dzieci i mam
Kapcie - Fiorino Mother & Child Accessories

poniedziałek, 8 września 2014

Bajki dla 2-latka.

Dziś przedstawię Wam bajki, które najchętniej są przez Oliwkę oglądane. Od razu uprzedzam - nie sadzam dziecka przed telewizorem non stop. Są pewne granice. Jednak kiedy córcia sama nie chce się niczym zająć, a ja muszę przykładowo zrobić obiad - włączam jej bajki. Czasem sama się upomina, że chce i już - trzymaj mamo piloty i włączaj. Skłamałabym, gdybym napisała, że nie przystaję na jej propozycje. Jednak znacznie częściej da się ją zachęcić do innych gier i zabaw, dużo przyjemniejszych niż siedzenie przed telewizorem. ;)
Oto top 6 najulubieńszych bajek Oliwii:
1) Chmurkowe Opowieści - bajka przedstawia nam przygody uroczych skrzatów mieszkających pod samymi chmurami. Opiekują się słonkiem, księżycem, tęczą i innymi podniebnymi postaciami. Z mojego punktu widzenia, bajka jest dosyć "powolna", a fabuła wręcz nudna. Jednak bajka stworzona jest dla tych najmłodszych, więc owa zawartość jest jak najbardziej na plus. Aktualnie nie oglądamy, bo zmienili ramówkę MiniMini, liczę jednak na to, że jeszcze wróci.
2) Stacyjkowo - ukazane są tu przygody trzech przesympatycznych lokomotyw, a że Oliwia kocha pociągi, tak też bajka jak najbardziej przypadła jej do gustu. Muszę przyznać, że sama tą bajkę lubię oglądać, bo tych uroczych pociągów nie da się nie lubić. ;)
3) Przyjaciele z Ulicy Sezamkowej – głównymi postaciami są tu: Elmo (<3), Abby, Bert i Erni. Często mówią bezpośrednio do widza i uczą nowych, ciekawych rzeczy. Zawsze są pełni entuzjazmu i zarażają nas dobrym humorem. Nie ważne, czy właśnie jedzą jabłko, myją zęby czy tańczą w rytm muzyki – zawsze przedstawiają to w taki sposób, by zainteresować widza, a moja Oliwia niemalże zawsze uważnie obserwuje, co też oni ciekawego wyrabiają. 
4) Niedźwiedź w Dużym Niebieskim Domu – kolejna bajka, która jest kierowana bezpośrednio do widzów. Główną postacią jest duży niedźwiedź, opiekun wszystkich innych zwierząt. Jest ciepły i sympatyczny. Oliwia lubi, kiedy do niej mówi. ;) Uczy i bawi, zwraca uwagę na potrzeby innych i pokazuje, jak ważny jest dla każdego dom rodzinny. Muzyczka na wstępie programu sprawia, że Oliwia tańczy i się śmieje, nawet wtedy, gdy ma gorszy humor. Bardzo lubi opowieści „Zjawy” – czarno białe historyjki, jak dla mnie bez większego sensu, bo ani to uczą, ani bawią. Nie wiem, co Oliwia w nich widzi. :p No i przede wszystkim Luna – księżyc, który wychodzi pod koniec bajki. Wisienka na torcie. Czasem mam wrażenie, że Oliwia tylko na ten moment czeka. Choć nie trwa on długo, zdecydowanie najbardziej ją cieszy. :)
5) Świnka Peppa – tak, moja córka również zasiliła krąg miłośniczek Peppy. Długo zastanawiałam się, co ta bajka ma w sobie takiego, że jest uwielbiane przez większość mi znanych maluchów. Dziś już wiem – prostota! Bajka jest bardzo krótka, nieskomplikowana i łatwa w odbiorze. Uczy dziecko podstawowych wartości, tj. przyjaźń czy tolerancja. Zwierzątka mają przemiłe głosiki i ku uciesze Oliwii, wydają czasem odgłosy prawdziwych zwierząt, tj. chrum chrum czy me-eee.
6) Przygody Adasia i Tosi – Ostatnimi czasy najulubieńsza bajka Oliwii. Bohaterowie kreskówki, wraz ze swoimi dziwnymi przyjaciółmi (Puk-puki, Rzepka, Bąbel i pies Tobiasz, który tylko i wyłącznie gra na akordeonie), przeżywają ciekawe przygody i odkrywają tajemnice otaczającego ich świata. Co chwilę jedzą pyyyszną owsiankę (tylko i wyłącznie owsiankę, nic innego na talerzu u nich nie znajdziecie), która jest lekarstwem na wszystko. Bajka przedstawiona jest rysunkowo, a nie komputerowo, czym prawdopodobnie zyskała sobie sympatię u Oliwii. No i przede wszystkim odgłosy wydawane przez Puk-puki (łatwo się domyślić, że jest to coś w stylu „puk puk puk”), Rzepkę („mi mi mi”) i puszczane baniek przez Bąbla miały duży wkład w zyskaniu nowego widza.
Powyżej przedstawiłam Wam najulubieńsze bajki mego dziecka. Wiem, że są to bajki odpowiednie dla niej, bez zła i przemocy. Zresztą większość bajek serwowanych przez program MiniMini taka jest (moim zdaniem). Są jednak bajki, których staram się nie puszczać dziecku. Poniżej znajdziecie listę tych, których unikam jak ognia:
Oto top 5 najbardziej irytujących mnie bajek:
1) Lalaloopsy – wszystko przepełnione słodko-pierdzącym różem, lalki sztucznie urocze, wszystkie niemalże takie same, które można odróżnić wyłącznie po kolorze włosów lub ubraniach. Jak dla mnie, nie ma tu żadnego sensownego przekazu, no może z wyjątkiem tego, że dziewczynki mają kochać róż i tyle.
2) Roztańczona Angelina – denerwująca fabuła, gdzie niemalże wszystko kręci się wokół tańca (nawet lekcje w szkole są tylko i wyłącznie o tańcu) i denerwująca główna postać bajki, która jak dla mnie jest samolubna i wszystko musi być ustawione pod jej „widzi-mi-się”. Nie puszczam Oliwii, bo nie przepada za tą bajką, co mnie bardzo cieszy, tym bardziej, że odcinki są długie, a więc i tortury rodzica przy tym się wydłużają.
3) Truskawkowe Ciastko – dzięki Bogu, aktualnie nie ma go w ramówce MiniMini, jednak fabuła podobna jak w bajce Lalaloopsy – wszędzie róż i słodycz, a piskliwe głosiki bohaterek bajki doprowadzają mnie do szału. Wszędzie dopatrują się problemów tam, gdzie ich nie ma bądź są bardzo małe („o nie, dostałam sok pomarańczowy, a ja nie lubię soków pomarańczowych, chcę truskawkowy! Co zrobić?!”).
4) Przygody Słoniczki Eli – niby nie mam do czego się tu przyczepić, ale wystarczy, że usłyszę tytułową piosenkę i od razu mam ochotę wyłączyć telewizor. Jak dla mnie, kreskówkowe postacie nie przypominają nawet słoni, którymi rzekomo są. I jeszcze samolubna przyjaciółka głównej postaci – Belinda, której słuchać się nie da (ciężko jest bez załamania rąk słuchać, jaka to jest fajna i mądra bo jej tata jest burmistrzem).
5) Księżycowy Jim – aktualnie moje top 1, jeżeli chodzi o najbardziej irytujące bajki jakie oglądałam. Sam okrzyk głównego bohatera „księ-ży-cujmy!” wywołuje u mnie reakcję face palm. Nie wiem dlaczego, ale nie lubię i już, mimo przeciwnego zdania Oliwii. Na szczęście, bajka póki co nie leci na MiniMini.  :)
A jak tam u Was? Jakie bajki lubią Wasze pociechy, a za jakimi raczej nie przepadają? Czy podzielacie gust maluchów? Czekam na odpowiedzi w komentarzach. ;)

Na koniec zdjęcia Oliwii, których ostatnio nie mam czasu robić. ;/ Wrzesień równa się z moim powrotem na uczelnię (egzamin poprawkowy + obrona) oraz organizowaniem urodzin Oliwii (co przy natłoku obowiązków studenckich jest koszmarem). Choć postów jest mało, to staram się je dodawać choć raz w miesiącu. Może przyjdzie kiedyś taki czas, że nie będę miała problemów z organizacją.







Bluza - Mosquito
Spódniczka - Moda Mini
Podkolanówki - Allegro ;)
Buty - H&M
Spinka - chińczyk ;)