wtorek, 17 czerwca 2014

Nie ogarniam.

Są dni, kiedy zdaję sobie sprawę, jak dużo mam na głowie. Kiedy nie wiem, jak to wszystko ogarnąć. W takie dni mam ochotę zapaść w długi sen i obudzić się, powiedzmy za miesiąc. By część spraw była już załatwiona, a ja z uśmiechem na twarzy powróciła do codziennych obowiązków.

Wiele rzeczy spada na głowę w jednym momencie, kiedy najmniej się tego spodziewam. Część problemów towarzyszy od dłuższego czasu, ale kiedy zaczynam się powoli z nimi oswajać, one przybierają na sile. Z upragnieniem czekam na wakacje, kiedy choć w części będę mogła odpocząć od multum spraw związanych z uczelnią i skupić tylko na tych związanych z Oliwią. A oto krótka lista z nią związana, która towarzyszy mi od dłuższego czasu:

1.  Zaparcia nawykowe ( o których pisałam TU) – dalej jest ciężko, choć ciut lepiej niż na początku. Oliwia boi się każdej nadchodzącej kupy. Lactulosum, który zwiększyliśmy do maximum pomaga, ale mało. Rzekomo powinien spowodować biegunkę, a mimo wszystko kupa dalej jest twarda. Średnio co 4-5 dni Oliwia wisi na rękach niemalże całymi dniami… Przynajmniej już nie boi się nocnika ani wanny.

2. Odżywianie, które doprowadza mnie do szału. Oto jadłospis Oliwii na cały dzień:
- kaszka
- parówka bądź kanapka
- parówka, naleśnik bądź kanapka
Ja się pytam: jak to możliwe, że dziecku tyle wystarcza? Jak to możliwe, że dziecko jest w stanie biegać cały dzień, zjadając porcję jak dla wróbelka? I najważniejsze: co zrobić, by dziecko w końcu zaczęło jeść?! Problem towarzyszy nam już od kilku miesięcy i boję się, że dziecko trafi w końcu do szpitala z anemią. Nie chce żadnych owoców, warzyw, mięsa. Co więcej! Dałam jej ostatnio frytka: nie posmakował! Dałam mięso z kebaba: nie posmakowało! Dałam truskawki z cukrem i ze śmietaną: nie posmakowały! Ma ktoś jakiś niezawodny sposób na zwiększenie apetytu u dziecka? Bo ja już wysiadam…

3. Bunt dwulatka. Każdy mój sprzeciw kończy się jej płaczem i tupaniem nogami. Chyba nie muszę więcej tłumaczyć.

4. Alergia. Zdecydowaliśmy się na testy krwi, które wykażą, na co jest Oliwia uczulona, a ewidentnie na coś jest.  Tata Oliwii jest uczulony na wiele rzeczy: zaczynając od pyłków a kończąc na pokarmach typu mleko, orzechy. Póki co, staramy się odstawiać produkty mleczne, zgodnie z zaleceniem lekarza prowadzącego. Mleko Bebilon musimy zamienić na hipoalergiczne Enfamil i zgodnie z moimi obawami – nie posmakowało Oliwii. Za nic nie chce go wypić, po pierwszym łyku odstawia z grymasem butelkę…

5. Czeka nas wizyta u neurologa. Wizyta dopiero na lipiec. Tiki nerwowe dalej się pojawiają, choć jest ich mniej. Pani psycholog nie widziała żadnych wielkich odstępstw, jednak zaleciła, byśmy na wszelki wypadek skontrolowali zachowanie u neurologa. Na pewno skontrolujemy, gdyż zbytnio z pani psycholog zadowoleni nie byliśmy.

6. Czeka nas również wizyta u stomatologa. Dwójki chowają się za jedynki i jestem pewna, że bez interwencji dentysty się nie obędzie.

 7.  Badania moczu. Tak jak pisałam o tym TUTAJ, co miesiąc musimy pobierać mocz. Oczywiście u tak małego dziecka nie jest to łatwe. W tamtym miesiącu dopiero po trzech dniach udało się Oliwii nalać do woreczka, a i tak wyniki wyszły wątpliwe. Natomiast wczoraj, kiedy za pierwszym (!) razem mocz się udało pobrać, ja popełniłam najbardziej podstawowy błąd jaki mogłam popełnić – pobiegłam na minutę do kuchni wyłączyć czajnik, a pojemnik (zakręcony) z moczem zostawiłam na niskiej szafce. Naprawdę nie wiem, czemu tak się zdziwiłam, widząc Oliwię we własnej kałuży, przecież to takie normalne, że akurat pojemnik z moczem ją tak bardzo zainteresował…

Lista chyba się zamyka, może o czymś sobie jeszcze później przypomnę. Mam świadomość, że są dzieci, które po lekarzach jeżdżą cały czas. Wiem, że nie mamy źle. Dlatego podziwiam wszystkie matki, których wizyty z dziećmi u różnych specjalistów to codzienność. Szczerze je podziwiam.


Na koniec zasypuję Was zdjęciami i idę do nauki, póki Oliwia śpi. Za tydzień jedziemy na wymarzone wakacje nad morze, ale mam nadzieję, że jeszcze jakąś notkę uda mi się napisać. :)













Bluzka - Zara
Spodnie - H&M
Buty - Deischmann
Opaska - Sweet & Love

4 komentarze:

  1. kochana Ty to się najeździsz ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, to nie jest problem tylko ciężko to zgrać z uczelnią :/

      Usuń
  2. Oj jak to mówią małe dzieci maly klopot, duże dzieci....az strach pomyśleć. U nas z tym jedzeniem jest podobnie, chociaz nie mamy problemu z podawaniem owoców a czasami warzyw. Najbardziej uwielbia ogórka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mi strasznie ciężko ją zrozumieć, bo większość owoców jest przecież słodka! Ja jej nie daję grejpfrutów czy pomarańczy, a truskawki, jabłka, banany... A ona tylko zobaczy to ucieka albo płacze.Naleśniki tylko suche, ewentualnie z cukrem pudrem, bo z owocami czy dżemem nie tknie. Psycholog nie widział problemu, a ja nie wiem, co już zrobić. :/

      Usuń