niedziela, 6 lipca 2014

Wakacje nad morzem. :)

Cześć i czołem! Tydzień temu wróciliśmy z naszym pierwszych, wspólnych wakacji. Do tej pory siedzieliśmy  w domu, bo urlop taty był jak na złość wtedy, kiedy miałam najwięcej egzaminów na uczelni. W sumie teraz też urlop był na tyle wcześnie, że jeden egzamin wypadł mi na nasz pobyt nad morzem, ale nie przejmuję się tym wcale, bo skoro bronić się będę w drugim terminie, to i wtedy zaliczę ten egzamin.

Czy odpoczęliśmy? Raczej nie. Przy tak małym dziecku nie ma mowy o odpoczynku. Ale za to naładowaliśmy się pozytywną energią i miło spędziliśmy czas. :) Niestety, pogoda nas nie rozpieszczała, dlatego też zamiast wylegiwać się na plaży i pluskać w wodzie, zwiedzaliśmy nadmorskie miejscowości.

Pierwszego dnia padało najbardziej. Do tego stopnia, że zwątpiłam w jakikolwiek sens jechania na wakacje. Do tego Oliwia w samochodzie zwymiotowała na siebie, a ja na śmierć zapomniałam zabrania ze sobą dodatkowych długich spodni dla niej. No ale poradziliśmy sobie.

Tego samego dnia zwiedziliśmy Starówkę i Zoo w Gdańsku. Pamiętam Starówkę jeszcze z czasów, kiedy byłam w gimnazjum. Kochałam to miejsce i uwielbiałam do niego wracać. Niestety teraz nie oddała tego uroku, co sprzed lat, bo trzeba było zwiedzać na szybszych obrotach, a i tak większość ominęliśmy. Za to z zoo byliśmy wszyscy bardzo zadowoleni. Muszę przyznać, że póki co, było to najlepsze zoo, w jakim byliśmy. Bardzo dużo zwierząt, wyznaczona odpowiednia, jedna trasa (a nie tak jak w warszawskim zoo, kilka dróg, gdzie ciężko jest wszystko zwiedzić) i las, który stwarza odpowiednią atmosferę.

Pod wieczór poszliśmy na plażę. I tu troszkę się rozczarowałam, bo 400 m., które oddzielały nasz hotel od plaży, to była dzika droga wśród krzewów i tuneli. Plaża też była dzika. No ale trudno, i tak się nie kąpaliśmy. ;)

Przez następne dni zwiedziliśmy Władysławowo, gdzie główną atrakcją był Lunapark (pamiętam, że kiedyś tętnił życiem, teraz ludzi na palcach jednej ręki bym policzyła), fokarium i Muzeum Obrony Wybrzeża na Helu, oceanarium w Gdyni oraz Aquapark w Sopocie. Na basenie Oliwia była pierwszy raz i zaskoczyła nas ogromnie, bo w ogóle się nie bała wody. :) Spędziliśmy tam aż trzy godziny, co musiało ją potwornie zmęczyć, bo od razu po wyjściu nam zasnęła. W końcu basen, oprócz świetnej zabawy, to także niezły wysiłek.

Ostatni dzień zadziwił nas jednak najbardziej, bo pojawiło się słońce! Ba! Można było się opalić! Więc fruuuu, od razu popędziliśmy na plażę (oczywiście nie na tą dziką). Cały dzień tam spędziliśmy, a tata nawet do wody wskoczył, gdzie tylko jednostki się kąpały. :) Oliwia również chciała wskoczyć, jednak morze nie było jeszcze na tyle ciepłe. Za to biegała po piasku i bawiła się foremkami. Była tak zajęta zabawą, że nie chciała mi w ogóle zasnąć, tak więc cały dzień odbył się bez ani jednej drzemki. Ja natomiast delektowałam się cudowną pogodą, a że za Oliwią trzeba ciągle biegać, to bardziej się opaliłam. :)

Marzy mi się jeszcze tydzień takich wakacji, jednak praca taty na to nie pozwala. Planujemy za to za rok wyjechać gdzieś za granice naszego kraju, by mieć pewność, że pogoda nie zaskoczy. Czy się uda – zobaczymy. Wiele będzie zależeć od naszych możliwości finansowych, a jeśli znów urlop wypadnie w czerwcu – także od grafiku moich egzaminów. Jestem jednak dobrej myśli. :)

Na koniec zamieszczam zdjęcia ostatniego dnia naszych wakacji – tych słonecznych i najbardziej radosnych. Pozdrawiam!











Strój kąpielowy, kapelusz - H&M

1 komentarz: