piątek, 26 września 2014

To już 2 latka!

Pamiętam jak dziś – dzień 18 września 2012 roku, w którym urodziłam Oliwię. Długo czekałam, aż w końcu zechce wyjść na świat – w końcu po dwóch tygodniach od terminu, dzięki pomocy lekarzy, po wielu nieprzyjemnych zabiegach i oxytocynie, poczułam skurcze. Była 2 w nocy. Choć początkowo były małe i niemalże bezbolesne, widziałam, że już niedługo ją przywitam. Około godziny 7 lekarz z zadowoleniem stwierdził – „Pani rodzi!”. Słowa te wywołały u mnie niesamowitą radość, a pakując torbę miałam nieustannie banana na ustach. W końcu mogłam opuścić oddział patologii ciąży i iść na porodówkę, by przywitać moją kruszynkę. Nie bałam się. Wręcz nie mogłam się doczekać, by ją zobaczyć, przytulić… Byłam pewna, że za godzinę, góra dwie, będę ją miała przy sobie.

Oliwia jednak miała inne plany. Było jej w moim brzuchu tak dobrze, że postanowiła zbytnio się nie spieszyć. Skurcze z godziny na godzinę były coraz większe, a mi kazano chodzić po pokoju z podłączoną oxytocyną. Narzeczony cały czas przy mnie był, a mój chód kaczki ze stojakiem z kroplówką niesamowicie go śmieszył. ;) Pewnie sama pękałabym ze śmiechu, gdybym siebie widziała. ;) Po jakimś czasie jednak skurcze były już tak mocne, że położyłam się i poprosiłam o znieczulenie. Anestezjolog przyszedł i zaczął wkłuwać mi się w plecy. Nie było to przyjemne. Nagle,  kiedy szukał igłą odpowiedniego nerwu, do pokoju wpadła pielęgniarka mówiąc, że anestezjolog jest jak najszybciej potrzebny do cesarskiego cięcia. Musiał wyjąć strzykawę i wyjść do innej pacjentki.  Zrozumiałam. Tam chodziło o życie jeszcze nienarodzonego dziecka, może jego mamy, dlatego nie byłam w żadnym stopniu zła za podjętą decyzję.

Około godziny później, anestezjolog zawitał do mnie z powrotem. Po zbadaniu mnie przez położną okazało się, że mogę jeszcze dostać znieczulenie. Znów to nieprzyjemne uczucie wkłuwania się w plecy i za jakiś czas skurcze przestały być odczuwalne. Za to znieczulenie spowodowało ogólne swędzenie na całym ciele i spadek tętna u dziecka, dlatego też położna dała mi maskę tlenową i tętno wróciło do normy, a ja dalej mogłam spokojnie się drapać. :D

Nagle czas zaczął biec mi nieubłaganie szybko, a może to Oliwii nagle zaczęło się nudzić w środku, bo poczułam, że dosłownie zaraz będzie ostatni etap porodu. Paweł zawołał położną i od tej pory był już poza salą. Wolałam, by nie widział mnie w takim stanie. Kiedy położna przyszła, od razu odeszły mi wody i zaczęła się akcja porodowa. Trwała 20 minut. O 18.20 Oliwia była już na świecie i leżała na moim brzuchu. Ważyła 3,750kg i mierzyła 57cm. Całe 9 miesięcy (i pół ;)) rosła we mnie, by od tego dnia nadać całkiem nowy sens mojemu życiu.

Kilka dni temu, 18 września, Oliwia skończyła 2 latka. Co dzień widzę, jak się zmienia, jak nabywa nowe umiejętności. Jak stara się mnie naśladować, ale również stanowczo wrażać swoje zdanie. Chcę łapać każdy dzień, każdą chwilę, każdy jej sukces. By nie żałować kiedyś, że nie poświęciłam jej wystarczająco uwagi. Pragnę jej poświęcić jeszcze więcej czasu, bo gryzą mnie potworne wyrzuty sumienia, że przez moje studia, ciągłą naukę i pisanie pracy dyplomowej ją zaniedbałam. Dlatego też robię sobie przerwę, by móc całkowicie poświęcić się macierzyństwu. Chcę, by była szczęśliwa, i zrobię wszystko, by cel ten osiągnąć.













Bluzka, spódniczka, spinka - Mavio - moda dla dzieci i mam
Kapcie - Fiorino Mother & Child Accessories

10 komentarzy:

  1. Moja Maja także niedawno skończyła dwa latka. Ten czas leci :)
    Słodkie loczki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Mam prywatnego fb, ale fanpage nie mamy. Jednak cały czas zastanawiam się, czy nie założyć w końcu. ;)

      Usuń
  3. jaka słodka dziecina ;) niech się dobrze chowa!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaka słodka. Przepiękna.
    Czas przy dzieciach leci duuużo szybciej ;)

    Pozdrawiamy i zapraszamy po naszej niedługiej nieobecności wracamy do świata blogowego ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. zobaczyłam wreszcie jak tort wyglądał :D co do porodu, Jacek by chyba zemdlał jeszcze zanim by się wszystko zaczęło, więc na pewno by był poza salą (i dodatkowo 3 piętra niżej) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I niech ktoś mi kiedyś powie, że kobieta to słaba płeć. ;)

      Usuń