piątek, 31 października 2014

Kilka słów o tym, jaka jest Oliwia.

Ciężko ująć, jakim dzieckiem jest Oliwia. Bez wątpienia, nie jest dzieckiem spokojnym, z którym da się na spacer wyjść bez ciągłej bieganiny, bądź też zostawić chwilę bez opieki. Tak jak obserwuję różne dzieci na placach zabaw, które poniekąd znam, bo widuję je codziennie i widzę jak w skupieniu potrafią podziwiać otaczający je świat, zatrzymać się, by móc się nad czymś zastanowić, uśmiechnąć do mamy czy usiąść i w czymś babrać, tak moja Oliwia jest w ciągłym ruchu. I bynajmniej nie chodzi mi tu o ciągłe chodzenie. Mi chodzi o ciągłe bieganie. Oprócz tego perfidnie mi ucieka, kiedy każę jej się zatrzymać, co wiąże się z ogromnym niebezpieczeństwem, bo często biegnie w stronę ulicy, schodów i in., nie zważając na to, jaka krzywda może się jej stać.  Staram się jej tłumaczyć, najbardziej łopatologicznie jak się da. Nie dociera. Czasem krzyknę – nie dociera.

W mieszkaniu czy domu dziadków to samo – wszędzie musi wejść, w najmniejszą szczelinę, ale to taką, że wyjść ciężko i dochodzi do płaczu. Wspiąć się musi wszędzie – siatka ogradzająca podwórko do sąsiadów, drabina, stół… Przy takim dziecku nie trudno o wypadek. Ostatnio spadła ze swojego stolika, rozcinając sobie przy tym język po całej szerokości. Przerażenie jej i nasze było ogromne, krew i łzy płynęły bez końca. Przez kilka dni Oliwia miała problemy z jedzeniem, mogła jeść tylko płynne pokarmy… Takich wypadków, mniej lub bardziej groźnych jest więcej. Czy uczy się na błędach? Nie! I to mnie przeraża!

By tego było mało, często krzyczy i piszczy – to jest jej sposób na porozumiewanie się ze światem. Czasem sama przy tym zatyka sobie uszy, podczas kiedy we mnie wszystko pulsuje. Kiedy z kimś rozmawia, oczywiście w swoim, niezrozumiałym dla nas języku, to papla niczym baba na targu. Bo przecież najmniejsza równa się najgłośniejsza.

Często śmieję się, że jest to słoń w składzie porcelany. Kiedy układamy wieżę z klocków, wystarczy, że się lekko odkręci, by coś sięgnąć i już dupskiem potrąca powstającą wieżę. Z delikatnością i wyczuciem u niej również ciężko. Co dzień rano budzi mnie, skacząc mi po brzuchu, czasem wchodząc na głowę. Frajdę ma nieziemską. Będzie skakać dotąd, aż nie zwlekę się obolała z łóżka. Buziak? Tak, czasem dostaję, tak mocnego, że zastanawiam się, czy ją szczęka czasem nie boli od tej miłości. Delikatna jest również przy zabawie w pokazywanie części ciała – oczy lepiej mieć cały czas zamknięte, by w euforii ich nam nie wydłubała.

Z powyższego opisu wychodzi na to, że moje Oliwia to dziecko z piekła rodem. Ze to mała terrorystka, która potrafi nieźle dać w kość. Natura jednak obdarzyła ją także w cechy, które chwytają mnie  mocno za serce.

Jest niesamowicie wrażliwa na krzywdę innych. Przykładowo, kiedy podczas oglądania bajek z misiami (tak, czasem misie siedzą koło niej na łóżku i razem z nią oglądają telewizję), jeden z nich spadnie z łóżka bądź przewróci się, Oliwa wpada w rozpacz i wielki lament. Takiego misia trzeba jej natychmiast podać, by mogła go przytulić i wycałować po wszelkie czasy (dlaczego mnie nie spotkał nigdy taki zaszczyt?). Misie na placu zabaw również muszą zjechać ze zjeżdżalni i bawić się w piaskownicy. Nie mogą stać z boku, bo byłoby im przykro, że nie mogą bawić się z Oliwką.

Idąc dalej, nie mogę wyjść z podziwu, jak zwykłe, drobne rzeczy potrafią ją uszczęśliwić. Wystarczy pozwolić jej samej rozbić jajko na naleśniki bądź nacisnąć guzik w pralce i na twarzy pojawia się szczery uśmiech, który potrafi rozpogodzić najbardziej pochmurny dzień. Nie potrzebuje drogich, często zbędnych gadżetów, by być szczęśliwa. Wystarczy, że pójdziemy nad rzekę nakarmić kaczki, by pojawił się banan na jej twarzy.

Takie drobne czynności, które powodują radość u niej sprawiają, że zapominam o tym, jak przed chwilą zanosiła się płaczem, turlając się po podłodze, bo nie mogła wyjść z domu w różowych kapciach w pieski, kiedy na dworzu panowała minusowa temperatura. Piękne są również chwile, kiedy mocno mnie przytula i długo nie puszcza. Wiem wtedy, jak ważna dla niej jestem, jak ona mnie potrzebuje. Jak potrzebuje mojej bliskości i ciepła bijącego prosto z serca. Bo mimo tego, iż czasem mam ochotę wyjść i długo nie wracać, to takie momenty są warte poświęcenia. 











Bluzka - H&M
Spodnie - Gapula
Opaska - Momilio
Kapcie - Zazzu



6 komentarzy:

  1. Energiczna ta Twoja dwulatka :D U nas nieco spokojniej, ale mimo to czasem potrzebuję odpoczynku i błogiej chwili spokoju.
    Oliwia ma urocze loczki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopóki nie zaczęła raczkować, każdy się zachwycał, jaka ona spokojna. W życiu bym nie przypuszczała, że tak się zmieni. ;)

      Usuń
  2. toć to mały aniołek jest :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam do nas częściej, przekonasz się jaki to aniołek :D

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. super są, tylko czasem ciężko je ujarzmić ;)

      Usuń