poniedziałek, 15 grudnia 2014

Moja córka buntowniczka.

Ostatnimi czasy Oliwia przechodzi bunt. To, co kiedyś nazwałam buntem, nijak ma się do tego, jak wygląda on dzisiaj. Z utęsknieniem czekam na czasy, kiedy znów słowo „nie” najczęściej będzie padało z naszych ust, a nie jej.

Niemalże na każdym kroku Oliwia stara się pokazać nam, że to ona ma władzę i jej się należy słuchać. W momencie, kiedy stanowczo czegoś jej się zabroni, wybucha aktorsko wypracowanym płaczem i wyciem. Kiedy jej się ulegnie, jej twarz automatycznie przeistacza się w minę słodkiego cukiereczka.

Staram się nie ulegać, jednak nie zawsze to wychodzi. Czasem mam wyrzuty sumienia, że znów jej czegoś zabroniłam. Czasem mam zwyczajnie dość jej rozhisteryzowanego zachowania i dla świętego spokoju zrobię, co ona chce. Jednak zazwyczaj jestem twarda i nie ulegam. Być może za jakiś czas zapuka do mnie policja, bo zdezorientowani sąsiedzi będą sądzić, że dziecku dzieje się krzywda (sama pewnie bym tak myślała, gdyby dziecko tak często płakało). Być może ludzie będą na mnie złowrogo patrzeć i komentować, jaka to ze mnie okropna matka, skoro tak ciężko spełnić mi zachciankę dziecka. Ale ja nie dam sobie wejść na głowę. Oliwia musi wiedzieć, że jak rodzice mówią „nie” bądź „nie wolno”, to należy tego posłuchać.

Moja słodka dziewczynka, o jasno niebieskich oczach i blond lokach, która wywołuje zachwyt wśród ludzi, bo jak anioł wygląda, w rzeczywistości ma złośliwy, diabelski charakter. A ja, jako matka, codziennie się zastanawiam, po kim ona tak ma i jak do niej dotrzeć, by nie osiwieć przedwcześnie.







Kurtka, rękawiczki - Pepco
Czapka, komin, buty - Allegro :)
Spodnie - C&A


6 komentarzy:

  1. Moja Maja też miewa gorsze dni (zwłaszcza ostatnio). Nie ulegam Jej, ale szukam kompromisu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś również próbowałam iść tą drogą. Czasem jest ciężko nie powiedzieć słowa "nie!", kiedy dziecko np. wchodzi na stół, ale myślę, że będę próbować owe słówko ograniczyć do minimum. :)

      Usuń
  2. To chyba typowy bunt dwulatka... Trzeba przeczekać na zasadzie mądrych kompromisów. Samo przyszło, samo odejdzie...;). Pozdrawiam (i zapraszam "do siebie")

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zaczęłam dziś podążać tą zasadą mądrych kompromisów, zobaczymy co z tego wyjdzie. :)

      Usuń
  3. Ania nie chcę Cię martwić ale po buncie dwulatka przyjdzie czas na bunt trzylatka (coś o tym wiem) później pewnie czterolatka i tak już zostanie :) hehe

    OdpowiedzUsuń